Com rozumiał mówiąc niedawno o przyciągających się i odpychających biegunach, spróbuję teraz wyjaśnić. Wiecie, że astronomowie i geografowie mówią o biegunach ziemi; słyszeliście także o biegunach magnetycznych, stanowiących w magnesie takie punkta, w których jednoczy się niejako cała jego przyciągająca czy odpychająca siła.

Każdy magnes ma dwa takie bieguny, i jeżeli nań nasypiemy opiłków żelaznych, każda ich cząstka dwa również otrzyma bieguny. Przypuśćmy że na podobne cząsteczki siła ciężkości żadnego nie wywiera wpływu, że pływają one swobodnie w powietrzu; zachodzi pytanie: co nastąpi jeżeli one się zbliżą? Oczywiście odpychające się bieguny będą się od siebie oddalać, przyciągające zbliżać i łączyć. Przypuszczając dalej, że każda cząsteczka, zamiast jednej Pary, ma kilka par podobnych biegunów na pewnych oznaczonych punktach powierzchni, to możecie sobie wystawić, że bieguny te ulegając wzajemnym przyciąganiom i odpychaniom, stosownie się szykują i tworzą masy określonej postaci i budowy.

Wystawcie sobie, że cząsteczki wody w zimnem i spokojnym zawieszone powietrzu, posiadają podobne bieguny, zniewalające je do układania się w pewien oznaczony porządek, a zrozumiecie owo niewidzialne budownictwo wytwarzające ostatecznie widome i piękne śniegowe kryształki. Pierwsze więc nasze o biegunach pojęcia wzbudzone zostały widokiem skutków magnetyzmu; następnie dopiero pojęcia te przenieśliśmy na cząsteczki, których oko nasze nigdy nie widziało. Duchową własność przedstawiania sobie w ten sposób skutków leżących po za obrębem zmysłów, filozofowie zowią wyobraźnią; w dążeniu zaś umysłu do wyjaśnienia niewidzialnego budownictwa kryształów, mamy przykład „naukowego zastosowania” tej własności. Bez wyobraźni moglibyśmy być w nauce krytycznymi, ale nie twórczymi.