Ale czymże są te boczne zwały? W miarę jak wędrujemy po lodowcach, pochodzenie zwałów stopniowo nam się wyjaśnia. Widzimy od czasu do czasu, jak kamienie i gruz staczają się po pochyłościach i zatrzymują na lodzie. Spadają one wzdłuż całego brzegu lodowca i wkrótce oczywistym się staje, że tym właśnie sposobem tworzą się boczne zwały.

Ale jak objaśnić powstawanie zwałów środkowych? Jakim sposobem głazy układają się na lodowcu długim pasem na kilkaset łokci od brzegu, kiedy przestrzeń pomiędzy owym pasem a brzegiem lodowca zupełnie jest wolną od kamieni i gruzu? Niektórzy utrzymywali, że kamienie staczały się od brzegów ku środkowi lodowca, ale przypuszczenie to po bliższym rozpatrzeniu się upada. Przypomnijmy tu sobie, cośmy mówili o nadmiarze śniegu spadającego powyżej linii śnieżnej i następnym pytaniu: co się z tym nadmiarem śniegu staje? Czy jest możliwym, ażeby cała jego masa powolnie w dół się zsuwała? W takim razie, zwały boczne spoczywające na lodzie posuwałyby się wraz z nim, a gdzie dwa ramiona lodowca łączą się z sobą, dwa ich przyległe boczne zwały zlewałyby się i tworzyły zwał środkowy na lodowcu głównym.

I w rzeczy samej, wyjaśnić, co się staje z nadmiarem śniegu powyżej linii śnieżnej, czym wynagradza się ciągły ubytek topiącego się lodu poniżej tej linii, skąd powstają środkowe zwały lodowca, inaczej niepodobna, jak tylko przypuszczając, że cała masa zmarzła począwszy od najwyższych pól śnieżnych Col du Geant, Lechaud i Talefre, aż do najniższego końca lodowca des Bois, powolnie w dół się zsuwa.

Gdybyście byli starsi, zaprowadziłbym was z przyjemnością na Mont Blanc. Wyszedłszy z Chamouni, szlibyśmy naprzód przez lasy i łąki, następnie po stromej pochyłości z lodowcem des Bossons na prawo do skały zwanej Pierre Pointue; stąd na wyższą skałę zwaną Pierre l’ Echelle (skała drabiny), bo tu zwykle znajduje się drabina dla łatwiejszego przebywania rozpadlin. Przy Pierre l’Echelle weszlibyśmy na lód i idąc u podnóża Aiguille du Midi piętrzącej się na lewo i zasypującej niekiedy część drogi kamiennymi lawinami, przeszlibyśmy przez lodowiec des Bossons; a dalej wśród stosów kamieni i pogruchotanych baszt lodowych po stromych pochyłościach i nad przepaściami tak głębokimi, że dno ich ginie w ciemności.

Tak doszlibyśmy do skał Grands Mulets, tworzących nagą niejako wyspę na lodowym morzu; stąd ku wyższym śniegowym polom, w poprzek Petit Plateau, zawalonego bryłami lodu. Spojrzawszy na prawo, dowiemy się, skąd one pochodzą, tu bowiem piętrzą się wysoko nad nami groźne lodowe urwiska Deme du Goute. Przewodnicy zalecają tu milczenie i lepiej jest uczynić zadosyć ich życzeniu, jakkolwiek wątpliwym zdawać się może, czy głos ludzki jest wystarczającym do oberwania bryły lodowej. Od Petit Plateau stroma śnieżna spadzistość prowadzi nas na Grand Plateau, a w całych Alpach nie znam nic wspanialszego i uroczystszego jak widok stąd o świcie.

Jeden z celów naszego wchodzenia jest teraz dopięty; na wyżynie bowiem Grand Plateau i u stóp ostatniego wierzchołka Mont Blanc, pokażę wam wielką rozpadlinę, w którą trzech przewodników przez lawinę w 1820 roku strąconych zostało.

Czym się tylko dobre wyraził? Przepaść który by trudno było odróżnić od rozpadliny dzisiejszej, istniała tu niewątpliwie w 1820 r. Ale czy to jest ta sama? Czy lód ją stanowiący jest tym samym lodem, który tu istniał przed pięćdziesięciu laty? Bynajmniej. Jak tego dowieść? Tym faktem, że w lat przeszło czterdzieści po owym nieszczęsnym wypadku, szczątki trzech przewodników znaleziono blisko podnóża lodowca des Bossons, o kilka mil niżej dzisiejszej przepaści.

Toż samo spostrzeżenie dowodzi również, że lód spodni wyższych śnieżników staje się lodem wierzchnim u dołu lodowca. Tajanie powierzchni poniżej śnieżnej linii obnaża coraz bardziej głębsze pokłady lodu.

Liczne i niewątpliwe istnieją wskazówki ruchu lodowców, jakkolwiek ruch ten tak jest powolny, że od razu w oczy nie wpada. Rozpadliny zmieniają się do pewnego stopnia od roku do roku, a niekiedy od miesiąca do miesiąca; coby miejsca nie miało, gdyby lód nie był ruchomy. Skały i kamienie niewątpliwie od boków góry oderwane, również widzieć się dają. Głazy, które widziano jak z pewnych oznaczonych punktów spadały, znajdowano później daleko niżej. Wśród zwałów znajdowano bryły skaliste zupełnie innej mineralogicznej przyrody, jak góry na prawo i lewo od zwałów leżące; zawsze jednak wyżej, na brzegach lodowca, natrafiano pokłady tegoż samego charakteru, co i owe bryły. Wnosić więc stąd można, że te obce głazy lodami na dół zniesione zostały. Końce wreszcie dolne wielu lodowców brużdżą grunt przed niemi leżący jakby lemiesze pługa, powolną ale nieubłaganą siłą zmiatając chatki i szałasy, jakie na swej drodze spotkają. Podobne fakty od dawna dobrze są znane wyższych Alpejskich krain mieszkańcom, którzy tym sposobem mają ogólne, jakkolwiek niejasne o ruchu lodowców pojęcie.