Przedwstępne nasze uwagi są obecnie skończone; opierając się na nich, możemy teraz zwrócić się ku Alpom. Przez wioskę Chamouni w Sabaudyi, bieży rzeka zwana Arwą. Z Chamouni pójdźmy w górę jej biegu. W niewielkiej za wsią odległości rzeka się dzieli; jedno z jej ramion zowie się dalej Arwą, drugie Arveyronem. Postępując w górę ostatniego przychodzimy do tak nazwanego „źródła Arveyronu“ odległego o małą godzinę drogi od Chamouni. Tu podobnie jak to widzieliśmy przy Rodanie, znajdujemy się w obec olbrzymiej massy lodu, stanowiącej koniec lodnika, a z łukowatego w lodzie sklepienia wybiega Arveyron. Sklepieniu temu w lecie dowierzać nie można. Od czasu do czasu ze strasznym łoŹskotem obrywa się ono, i niezawodnie zgniotłoby każdego, kto by się pod niem znalazł.

Obejrzymy się teraz w około. Przed lodem znajdujemy ciekawe kupy i wały kamieni, mniej lub więcej współśrodkowe. Są to końcowe zwały lodnika. Później o nich mówić będziemy. Zwróćmy się na lewo i wejdźmy na pochyłość lodnika. W miarę wznoszenia się mamy widok coraz lepszy i przekonywamy się, że lód wazką tu wypełnia dolinę.