Przychodzimy do innego szczególnego wału złożonego z nie tak świeżych kamieni jak niżej leżące, ale pokrytego w części drzewami i z pozoru tak „starego jak skały”. Dziwne on nam opowiada dzieje. Przekonywamy się niebawem, że to dawny zwał i że lodnik dawniej daleko był większy, niż obecnie. Dawny ten zwał rozciąga się wpoprzek całej doliny i końcami swojemi sięga gór przyległych.

Minąwszy kończynę lodnika pokrytą kamieniami i gruzem, znajdujemy się wśród nader dziwnego nagromadzenia lodu. Lodnik wznosi się w stromym parowie, najdziwaczniej popękany i połamany. Baszty, słupy i fantastyczne kształty, jakby zabytki pierwotnej grubej rzeźby, potworzyły się tu z lodu działaniem atmosferycznych czynników. Załączamy tu rysunek podobnego lodowego słupa. Z głębokich w lodniku rozpadlin wybiega delikatne niebieskie światełko. Od czasu do czasu rozlega się huk, jakby odgłos grzmotu, pochodzący albo od zwalenia się jakiejś lodowej baszty, albo od wpadnięcia ogromnego głazu w rozpadlinę. Lodnik do pewnej odległości przedstawia wciąż dziki ten i chaotyczny charakter, najdzielniejszemu nawet góralowi stawiący nieprzebyte zapory.