Przychodzimy do miejscowości zwanej le ChaPeau, gdzie jeżeli chcemy, możemy odpocząć w małym górskim szałasie. Przebywamy następnie Mauvais Pas, nader stromą skałę, na której schody wyrąbano a dla niewprawnego podróżnika umieszczono do trzymania się linę. Idziemy dalej, to po boku góry, to po szczycie dziwnego rodzaju wału – po zwale bocznym. Nakoniec spostrzegamy dom stojący na wzniesieniu z drugiej strony lodnika. To oberża Montanvert, znana dobrze wszystkim tę część Alp zwiedzającym.

Tu przechodzimy lodnik w poprzek. Powinienem był wam powiedzieć, że niższa jego część wraz z dziką potrzaskaną miejscowością, którąśmy przebyli, zowie się lodnikiem des Bois; miejscowość zaś, przez którą teraz w poprzek przejść zamierzamy, jest początkiem tak zwanego Morza lodnikowego. Przekonywacie się, że ta nazwa nie jest nader właściwą, bo lodnik tu bardziej podobny jest do lodowej rzeki, niż do morza. Dolina którą wypełnia, ma około pół mili angielskiej (około wiorsty) szerokości.