Podobnież zdarza się czasami, że schodząc wśród nieustającego deszczu i śniegu z Alp ku Włochom, znajdujemy nad płaszczyznami Lombardii niebo błękitne i bez chmur, kiedy wiatr z płaszczyzn ku Alpom wieje. Na dole, wiatr jest dosyć ciepły by parę w stanie lotnym utrzymać, ale dalej spotyka góry, wznosi się, rozszerza i oziębia. Zimno więc wyższych szczytów przyczynia się do oziębienia. Wynika stąd, że oziębiona para opada w postaci deszczu lub śniegu, następuje niepogoda na wyżynach, gdy leżące u spodu płaszczyzny tym samym wiatrem owiane, cieszą się widokiem pogodnego letniego słońca. Przeciwnie obłoki z Alp przychodzące, rozpuszczają się niekiedy nad płaszczyznami lombardzkimi.

Z tworzeniem obłoków skutkiem działania gór, Wiąże się inne ciekawe zjawisko. Często widzieć możecie smugę obłoków na kilkaset łokci długą, czepiającą się jakiegoś alpejskiego szczytu. Wydaje się na zupełnie nieruchomą, chociaż silny wiatr współcześnie wieje na wierzchołku góry. Czemu więc wiatr ten nie zwiewa obłoku? I owszem, nieruchomość obłoku jest tylko pozorną. Jeden jego koniec wciąż się rozpuszcza a drugi wciąż się wytwarza; a ponieważ ubytek i przybył wzajemnie się równoważą, obłok wydaje się niezmiennym, jak góra do której przystaje. Kiedy purpurowa zorza wieczorna oświeca te smugi obłoków, mają one podobieństwo do olbrzymich pochodni, których płomień faluje w powietrzu.